Ja jednak nie byłem w radosnym
„Ja jednak nie byłem w radosnym nastroju. Obserwując poczynania Niemców nabrałem przekonania, że powstanie nie było dla nich zaskoczeniem i zdążyli obsadzić kluczowe punkty oraz stanowiska obrony. W najlepszym przypadku czekają nas długotrwałe i wyczerpujące walki uliczne. Ale czy mamy na to wystarczającą ilość broni oraz amunicji Ani przez chwilę nie łudziłem się możliwością efektywnej pomocy z Zachodu. Nie przyleci ani lotnictwo, ani brygada spadochronowa generała Stanisława Sosabowskiego, są bowiem na zbyt odległym teatrze operacyjnym. Może być mowa jedynie o zrzutach dokonywanych z Włoch. Czy to jednak wystarczy Realnej pomocy należałoby natomiast oczekiwać od zbliżającej się w ciężkich walkach Armii Radzieckiej. Zwykła logika wojskowa nakazywała mi sądzić, że nasze dowództwo musiało uzgodnić rozpoczęcie walki w Warszawie z radzieckim sztabem. Czy tak jednak było, miała dopiero pokazać najbliższa przyszłość.
Na Wspólnej zastałem już Lolka i „Sarnę". Nie natrafili na żadną pancerną komórkę okręgu warszawskiego. Podobnie jak i major „Mechanik", który przyprowadził z sobą spotkanego na ulicy cichociemnego, generała Tadeusza Kossakowskiego. Generał błąkał się w rejonie Kruczej bez żadnego przydziału, bo tu właśnie go zaskoczyła godzina „W".“(2)