W odblasku lampki jego
„W odblasku lampki, jego skupiona twarz i oczy należą jakby do innego człowieka. Zal mi się go zrobiło, żal siebie. Ciągle nasze drogi stykały się ze sobą, ciągle rozchodziły. To nasze życie wojenne, pełne niepokoju, złych chwil, zaskakujących niespodzianek — tak mało zawiera radości. Daremne były marzenia o spokojnym życiu. Wyciągam rękę do Mariana. Taka odruchowa, niezamierzona chęć tkliwości. Ale on chyba pomyślał, że chcę odebrać fotografię. Schował ją szybko do portfelu. Jednocześnie patrzymy na zegarki. Godzina pierwsza. Ileż to można przeżyć przez godzinę. Siedzimy w milczeniu. Pohukują sowy za oknem — czujki. Ciężar milczenia jest nieznośny. Z wszystkich zakamarków wyłazi zła, milcząca cisza. Nie mamy siły, żeby ją przerwać, unicestwić bodaj słowem. Lampka pełga żółtym, gromnicznym światłem, dogasa. Zgasła. Czerwony węgielek żarzy się w mroku, potem zamienia w noc, wolno zbliżającą się do świtu.
Budzę się bardzo mądra. Wiem już od Mariana, że jestem w parczewskich lasach, w partyzanckiej leśniczówce. Mróz na szybach. Wysuwam się spod kożucha. Nadsłuchuję. Ktoś rozmawia głosem Leszka, tylko cieniej i szybciej. W otwartych drzwiach — Lenka zadartonosa. Uściski, pocałunki, paplanina o wszystkim naraz. Jest tutaj i jej narzeczony Kuba. Razem „prysnęli" do Mariana, spotkali się z nim w Warszawie. Może wówczas, gdy omawiał z Turem ten dziwny szyfr „Narzeczona" (to po prostu skrót liter oznaczających rozpoczęcie pewnej akcji) Lenka śmieje się, wypytuje, rozpala ogień, zabiera się do przyrządzenia śniadania. Pełni funkcje kucharki, sanitariuszki, strzelca, narzeczonej Kuby i kuzynki leśniczego. To jej rodzony wujek. Stary i chory, leży na górce. Wujenka zmarła przed wojną, jeden syn zginął bez wieści, drugi w niewoli. Wuj zdziwaczał i zdziczał. Droga do leśniczówki zarosła, Niemców tu jeszcze nie było. Lenka sprowadziła Mariana i urządzili kwaterę partyzancką. Chłopcy nocują tutaj albo w pobliskiej leśnej wsi „Borków" .“(12)
<<<< Welsch krytykował również
| Sędzia wracał od lekarza >>>>